Skąd Omega wie, że mama nie jest szczęśliwa? Cóż, takie rzeczy po prostu się czuje, prawda? A poza tym Omega zastawiła na nią pułapkę, bardzo sprytną.
Mama od czasu do czasu (przeciętnie raz w tygodniu) wieczorami zamyka się w dużym pokoju, który w ich nowym mieszkaniu nazywa salonem, i mówi, że musi popracować. Omega często zastanawiała się nad czym pracuje wtedy mama i jak to właściwie wygląda, bo w gruncie rzeczy nie ma właściwie pojęcia na czym polega praca mamy.
Omega rozszerzonymi z przerażenia oczami wpatruje się w kilka postaci, człapiących w jej kierunku alejką zasypaną liśćmi. To zombi, dokładnie takie, jak te z filmów, których Omedze nie wolno było oglądać, a które oczywiście oglądała, bo dość łatwo było je ściągnąć z internetu. Żywe trupy. "Ranyboskiematkoświęta" - myśli Omega ciurkiem i czuje, że jeżą jej się wszystkie włosy na głowie. Jednak nadal nie rusza się z miejsca, choć Dziecko za jej plecami wykrzykuje coś histerycznie.
Dziewczynka siedzi na niedużym, prostokątnym klombie obramowanym murkiem z szarej cegły. Dookoła niej sterczą krzywo liczne tabliczki z napisami "Szanuj zieleń" i "Nie deptać trawników!". Klomb - jeden z kilku - usytuowany jest w jednym z krańców ogromnego placu. Dookoła w znosząs się szare, ponure, wysokie kamienice. Środkiem placu biegnie rząd metalowych lamp, które przypominają gigantyczne kandelabry.
Omega wyswobadza się z uścisku dzieci i ostrożnie podchodzi krok bliżej. W plątaninie kabli rzeczywiście tkwi, a właściwie wisi ciało jakiegoś mężczyzny. Choć trudno tu właściwie mówić o ciele - mężczyzna nie ma ani ramion, ani nóg. Z jego korpusu wyrastają pęki światłowodów i przezroczystych rurek, w których nieprzerwanie poruszają się bąbelki powietrza, przedzierające się przez jakieś kolorowe płyny. Podobna plątanina przewodów wyrasta z jego uszu i czoła. Mężczyzna ma zamknięte oczyl. Omega podchodzi bliżej, przyglądając mu się uważnie. Trudno określić jego wiek. Omedze wydaje się stary, choć z pewnością młodszy od Babuli.
Sprzedawczyni spokojnym krokiem podchodzi do witryny i zdejmuje z wystawy czapkę. Kiedy niesie ją w stronę Omegi, dziewczynka ze wszystkich sił próbuje nie piszczeć z radości. Wyrywa baseballówkę z rąk sprzedawczyni, biegnie do lustra i nakłada ją na blond perukę. Z lustra spogląda na nią obca, intrygująca, piękna dziewczyna.